- Czy to prawda panie Van Gogh-
„— Czy to prawda, panie Van Gogh
— Nie, nie — zaprzeczył Vincent. — Mnie samego nazywają tal. często wariatem, że nienawidzę dźwięku tego słowa. Lecz muszę przyznać, że pańskie idee są bardzo osobliwe.
— Więc jednak myśli wariat — zawołał Gauguin.
W tej chwili zapukano głośno do drzwi.
— Mój Boże — jęknął Gauguin — już znowu obudziliśmy twoją matkę. Powiedziała, że jeśli przyjdę tu nocą, przegoni mnie szczotką.
Weszła pani Seurat w ciepłym szlafroku i nocnym czepku na głowie.
— Georges — zwróciła się z wymówką do syna — obiecałeś mi przecież, że nie będziesz pracował po nocach. Ach, to ty, Paul Czemu nie płacisz czynszu, wiedziałbyś przynajmniej, gdzie spać.
— Jeśli pani zechce mnie przyjąć, matko Seurat, nie będę musiał płacić żadnego czynszu.
— Dziękuję, jeden artysta w rodzinie wystarczy najzupełniej. Przyniosłam kawę i bułeczki. Jeśli musicie pracować, winn iście też jeść. Powinnam chyba zejść na dół i przynieść ci twoją butelkę absyntu, Paul
— To pani nie wypiła jej, matko Seurat
—Pamiętaj, Paul, co ci mówiłam o szczotce. Vincent wysunął się z cienia.
— Mamo — przedstawił Seurat — to mój nowy przyjaciel, Vincent van Gogh.
Pani Seurat podała mu rękę.
— Przyjaciel mojego syna jest zawsze mile widziany, nawet o czwartej nad ranem. Czego się pan napije, monsieur“(8)
<<<< Dziewczęta pływały więc
| wywaniem kodu natury >>>>