Chociaż tym „domem była
„Chociaż tym „domem" była tylko dziwna kombinacja drzewa i kamieni, a to „u siebie" nie znaczyło nic. Przecież jak okiem sięgnąć, rozciągały się puste obszary, do których największe prawo mieli czerwonoskórzy wojownicy.
Ognisko rozpalone w zagłębieniu gruntu błyskało już tylko czerwienią węgielków. Nie dołożył ani jednej szczapki drewna. Było gorąco, parno, a blask ognia mógł stać się niebezpiecznym sygnałem.
Spoglądał przed siebie i w niebo, aż w górze poczęły migotać gwiazdy. Jakby wielki siewca rzucił z rozmachem garść srebrnego ziarna na ciemny firmament — i zaraz rozbłysły wszystkie, aż pojaśniało nad prerią. Tam, gdzie toczyła swe wody rzeka Powder, i tam, hen daleko, w dolinie Big Horn.
Spoglądał w niebo, aż odnalazł jeden, błękitnawo polśniewający punkt. — „Moja gwiazda — pomyślał. — Nie zawiodła mnie dotychczas".
— Nieźle się spisujesz, gwiazdo — powiedział półgłosem. — Jestem z ciebie zadowolony.
Błyszczący punkcik, srebrne ziarnko, jak gdyby mrugnęło w odpowiedzi. Potem zapłonął zimnym ogniem dysk księżyca. Odległą równinę pokrył świetlisty pył, który sypał się z nieba, tworząc scenerię, jakiej Karol nigdy dotąd nie oglądał. Duchota wzmogła się. A wraz z nią napłynęły z dali tajemnicze dźwięki, wśród których Karol rozpoznał urywane głosy tchórzli“(11)
<<<< Harry milczał Widocznie
| Następnego dnia poprosił >>>>