wywaniem kodu natury
„wywaniem kodu natury, to znaczy szczególnych zespołów i składów biochemicznych determinujących życie organizmów. Wspomniał w rozmowie o stypendystach z Polski; mówił z uznaniem zdolni, inteligentni... Jako osobnik uczulony na sprawy krajowe, nadstawiłem uszu, bo wyłowiłem tu jakieś wiszące w powietrzu „ale". Po chwili temat powrócił, profesor utkwił we mnie małe, jasne oczy dwóch polskich stypendystów wciągnęło się w dłuższą dyskusję z gronem swych francuskich i japońskich kolegów; Francuzi wyszli z tej rozmowy wstrząśnięci, jeden z Polaków bowiem przejawił zoologiczny antysemityzm. — Pracują tu w małych kolektywach, złożonych z ludzi różnych ras, o różnych odcieniach skóry. W tych środowiskach antysemityzm jest równoznaczny z obłędem, był to dla nich rodzaj szoku, tym bardziej że... — Tak jest, młodzi naukowcy o światopoglądzie materialistycznym, pełni sympatii dla Polski Ludowej. — Gdzie on złapał ten bakcyl Przecież kiedy w Polsce płonęły getta, mógł mieć najwyżej rok! Nie ma nawet pojęcia, o czym mówi!
— złapał od wujka, od ciotki, maznął go czyjś brudny ozór. Motłoch — słowo używane dziś jako synonim głupoty i ciemności. Można być inteligentem z motłochu, istnieje również motłoch intelektualny. Ileż zagadek się kryje w złożonym kodzie natury... — Zaryzykuję przenośnię — uśmiechnął się profesor pod koniec rozmowy — że natura mówi długimi zdaniami. Żadnych prostych formuł. Nawet grzyb jest sprawą nieprzeciętnie skomplikowaną.“(9)